Wygraj raj(d)

Wielki Post. Zaczął się w prawdzie kilka dni temu, ale na różne sposoby już go opisano, na wszelakie zanalizowano. A mnie cały czas nurtuje ta WIELKOŚĆ. Co zrobić, żeby to rzeczywiście był WIELKI czas.

W rajdzie do wielkości jest jedna zawodniczka bezkonkurencyjna. Taka, która wybroni się na każdym, nawet ostrym zakręcie. Zawsze wskazuje odpowiedni kierunek. Dyktuje trasy wymagające, ale najpiękniejsze. Motywuje jak nic innego. Jedyna, która wygrywa raj(d). Miłość 🙂

„Nie możemy robić rzeczy wielkich, możemy tylko robić rzeczy małe z wielką miłością”. Tylko miłość jest wyznacznikiem wielkości i to ona ma kierować wszystkim tym, co podejmujemy w Wielkim Poście. Do czegokolwiek podejdziemy bez niej okaże się porażką. Wszelkie nasze postanowienia mają właśnie w niej ćwiczyć. Z nią zaliczając nawet największą kraksę i tak można wrócić na trasę. To w miłości znajduje się siłę żeby zacząć od nowa.

Odcinkami specjalnymi są w Wielkim Poście miłość do Boga, do ludzi i do siebie samego. Jak na nich wygrać? Pięknym zwycięstwem na pierwszych dwóch jest po prostu poświęcenie czasu, obecność. U Markusa Zusaka trafiłam jakiś czas temu na wymowny fragment: „Nie odchodzić – akt wiary i miłości prawidłowo rozszyfrowywany przez dzieci”. No właśnie. A odcinek trzeci? Warto w wielkim czasie popatrzeć na wielkość swoich pragnień. Czy są odważne i godne Księżniczki, czy Księcia?

„Chcę abyście z tego tematu, który wam objawiłem, rozwinęli harmonijną Wielką Muzykę, a ponieważ natchnąłem was Niezniszczalnym Płomieniem, możecie, jeśli chcecie, wzbogacić temat własnymi myślami i pomysłami. A ja będę słuchał i radował się, że za waszą sprawą wielkie piękno wcieli się w pieśń” /Tolkien – Silmarillion/

„I was made to love You
I was made to find You
I was made just for You
Made to adore You
I was made to love
And be loved by You
You were here before me
You were waiting on me
And you said you’d keep me
Never would you leave me
I was made to love
and be loved by You”

„Bramy piekielne go nie przemogą”

Dużo dziś emocji, dużo niepewności, dużo komentarzy z najróżniejszych stron. We mnie też mieszają się różne uczucia – od zaskoczenia, niezrozumienia, przez smutek, strach, aż do cichej ufności.

Gdybym miała podsumować to, co Benedykt XVI zawarł w swoim nauczaniu przez te 8 lat to najogólniej ujęła bym to w trzech słowach: wiara, nadzieja i miłość. No i one właśnie są nam teraz najbardziej potrzebne.

Wiara – w obietnicę, że Kościół jest zbudowany na skale i bramy piekielne go nie przemogą. Ta obietnica jest ciągle żywa i jak każde Słowo Najwyższego jest Prawdą. Choćbyśmy byli bombardowani komentarzami o „upadku Kościoła”, jego słabości i tym, że ponoć jesteśmy w beznadziejnym położeniu bez szans na odrodzenie, to mamy pamiętać, że należymy do Tego, który ostatecznie zwycięża wszystko.

Nadzieja – „Wiatr wieje dokąd chce, i szum jego słyszysz i nie wiesz skąd przychodzi i dokąd idzie, tak jest z każdym, kto narodził się z Ducha” (J8,3) To na pewno nie była nieprzemyślana decyzja, on sam zapewnia że podjął ją z Bogiem. Ufam, że Duch Święty go prowadzi i że chce z tego wyciągnąć coś niesamowicie dobrego.

Miłość – To, że pojawia się strach przed tym, co będzie się działo w Kościele teraz jest raczej czymś naturalnym. Zmiany zawsze wzbudzają niepokój. Sęk w tym, że jako Umiłowane Dzieci mamy nie poddawać się strachowi, a żyć miłością – do człowieka, do Boga i do Jego Mistycznego Ciała – Kościoła. Miłość nie musi być łatwa, ba – nie jest i nie będzie. Ale mając wsparcie w tak Niewyczerpanym Źródle dlaczego niby mielibyśmy nie podołać Jej wyzywaniu?

Nie przeczytałam wszystkich jego encyklik, nie znam na pamięć książek, nie poznałam go osobiście. Wiem tylko tyle – to bardzo mądry człowiek, prowadzony przez Pana, a spotkanie i wspólna modlitwa z nim pod koniec tamtego roku to jedno z najpiękniejszych doświadczeń .

Te ostatnie tygodnie do końca pontyfikatu zostawiają pole do szczególnego wgłębienia się w nauczanie Papieża. Myślę, że Papa w tych dniach teraz będzie chciał przekazać nam to co dla niego najważniejsze. Słuchajmy!